Po drugiej stronie

Muzeum Książąt Czartoryskich, oddział Muzeum Narodowego przy ulicy Pijarskiej jest turystyczną perłą Krakowa. Kiedy środek lata, tłumy, upał i trudno odetchnąć, polecam bilet do Czartoryskich. Liczba zwiedzających ograniczona. Temperatura umiarkowana.

To kolekcja, której wartość, dzieje i okoliczności powstania zachęcają do nauki historii. Niejednoznaczna, powikłana i niepowtarzalna.

Wyobrażam sobie frajdę, jaką mieli autorzy scenariusza, aranżacji i scenografii tej wystawy. Stanąć w obliczu takiej kolekcji i powiedzieć, tu w prawo, tu na lewo, a ty do innej sali, to marzenie nie tylko historyka sztuki.

Zaangażować całą swoją wiedzę i doświadczenie, wyobrazić sobie reakcje zwiedzających, którzy przyjadą ze świata. W trampkach i na szpilkach, taksówką, na rowerze i limuzyną, w ramach pielgrzymki, przypadkowo albo po drodze.

Napisać uniwersalny tekst do audiobooka, opowiedzieć tę historię. Oto jest wyzwanie.

Udało się. Szkoda, że nazwiska autorów tego projektu nie zostały odpowiednio wyeksponowane. Można się ich doszukać w różnych źródłach, ale przecież wystawa ma swoich twórców jak film, kompozycja, spektakl.

Świetny pomysł z salami poświęconymi ludziom i czasom, w których kolekcja powstawała. Ubiory, broń, naczynia, z których korzystali. Galerie rodzinnych portretów. Starannie dobrane dźwięki w tle. Znakomita eskpozycja zbiorów sztuki średniowiecznej.

Dama z gronostajem. Olśniewająca. Ile czeka ją jeszcze badań i interpretacji? Może to jej ostatnia interpretacyjna przystań? Eksponowana jest w muzeum godnie i pięknie. Czas się przy niej zatrzymuje. Nawet zapał wycieczek do jej fotografowania nie jest w stanie zburzyć chwili spojrzenia na arcydzieło. Zawsze pozostanie tajemnicza i doskonała.

Niestety po spotkaniu z arcydziełem jest w muzeum jeszcze jedna sala. Sprawia wrażenie, jakby autorzy szukali miejsca dla prac, które nie zmieściły się na wystawie, i co gorsza, postanowili łopatologicznie przybić patriotyczny stempel kolekcji Czartoryskich. Boleśnie. Niepotrzebnie.

Wolałbym po spotkaniu z Damą zobaczyć otwarte okno na Kraków, na świat, na przyszłość. Pomarzyć.

Niełatwo jest komponować zbiory muzealne w czasach, kiedy tradycyjne muzea przechodzą do historii. Wraz z digitalizacją zbiorów zmieniła się muzealna formuła ich prezentacji.  Coraz częściej pojawiają się wątpliwości, czy muzeum jest najlepszym miejscem prezentacji dzieł sztuki. Czy w muzealnych salach i magazynach nie pozbawiamy ich należnej aury, kontekstu i znaczenia? Czy nie powinny, w miarę możliwości, wracać do miejsc, z których pochodzą?

Zanim uznamy, że muzea nie tworzą dla nich nowej aury, a same są reliktem, warto zajrzeć do Czartoryskich. Kraków, ul. Pijarska. Tam czas się pięknie zatrzymał.

 

Fot.: Wnętrza Muzeum Książąt Czartoryskich, źródło: mnk.pl