Którędy do historii?

Mam przed sobą trzeci i czwarty tom „The World’s Best Music. Famous Compositions for the piano.” New York, The University Society Inc. Wydanie 1907. Sprawdzałem, ale w sieci nie znalazłem. Opracowanie na fortepian najsłynniejszych wówczas kompozycji muzyki zwanej dziś klasyczną. W alfabetycznym spisie treści plejada ówczesnych gwiazd. Anguera, Beaumont, Dolmetsch, Farwell, Gillet, Haberbier…

Jest Grieg! Odetchnąłem, nareszcie znajoma postać w tym towarzystwie. Na kolejnych stronach jeszcze Mendelssohn, Paderewski, Schumann, Verdi i Wagner. Znalazłem tych, którzy przeszli do historii filharmonii i muzykologii XX/XXI wieku w morzu innych nazwisk, nut i kompozycji.

W tych pięknie wydanych tomach stanowią zdecydowaną mniejszość. Większość to kompozytorzy, o których być może wiedzą coś eksperci i specjaliści.

Co zdecydowało o tym, że po latach z tego wspólnego zbioru ocaleli tylko nieliczni? Dlaczego ci, a nie inni?

Mam przed sobą płytę „Escape from the shadows” Aleksandry Demowskiej-Madejskiej grającej na altówce i Wojciecha Pyrcia na fortepianie.

Dotarli do wydań i manuskryptów sprzed lat.

„Samo się nie myśli, tak jak grzmi samo i samo się błyska” śpiewał Marek Grechuta słowami Witkacego. Nigdy nie byłem przekonany co do tego, że samo się błyska, ale to dla tematu tego felietonu nie ma większego znaczenia.

Ta płyta jest nie tylko pomyślana, ale grzmi i błyska.

Muzyka wydobyta z cienia zapomnienia. Wywiad z dr Aleksandrą Demowską-Madejską

 

Muzyka, która przeszła do historii potrzebuje swoich odkrywców, recenzentów, promotorów. Nawet jeśli te odkrycia interesują nielicznych. Historia zna przykłady, kiedy to, co zachowane lub odkryte z przeszłości może mieć ogromny wpływ na przyszłość. Pięknie zagrane „Escape from the shadows” to odkrycie i przywrócenie pamięci nie tylko muzyki, ale też historii jej twórców.

 

Ilustracja: GB