Na co dzień i od święta

„Pięć ofiar katastrofy – pilot wziął na wycieczkę własne córki”; „Trzy kobiety zginęły – wracały z pasterki, wjechał w nie 22-latek”; „Potrącił i uciekł, jedna kobieta nie żyje”; „Tragiczny bilans w Wigilię”; „Audi na drzewie po wypadku”; „Tragedia po Wigilii w Ostrowcu Świętokrzyskim” – to nie są przypadkowe fragmenty kroniki kryminalnej czy informacji o wypadkach drogowych, a cytaty z porannych wiadomości pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia. Takie robocze, rzeczowe podsumowanie Wigilii. Jeszcze nie wybrzmiały kolędy i słowa życzeń, jeszcze unosił się zapach wigilijnych potraw, a dzieci rozliczały się z Mikołajem. Witajcie w mediach! Nie zapomnieliśmy o was. Mamy dla was kilka złych wiadomości. Żeby wam się od tego świętowania w głowach nie poprzewracało.

Powie ktoś, że to nic nadzwyczajnego. Przyzwyczailiśmy się. Taka jest natura wiadomości, bo taka podobno jest natura czytelnika, widza, słuchacza. Ludzie lubią sensacje, a eksperci znający się na mediach i komunikacji wciąż nas o tym przekonują. Z tego żyją. W swoich teoriach sięgnęli nawet do ukrytych pokładów ludzkiego mózgu, wyjaśnili, dlaczego pociągi przyjeżdżające punktualnie nie są interesujące, a co najważniejsze – to wszystko jest przecież dla naszego dobra. Zbrodnie, katastrofy, kataklizmy i masakry tego świata łączcie się! Żeby świat był ciekawszy i lepszy.

Słuchając tej tragikomicznej sekwencji radiowych konwulsji informacyjnych, czytając epigonów XX-wiecznych teorii mediów, pomyślałem o trzech życzeniach, którymi chciałbym się z Państwem podzielić w Nowym Roku. Dotyczą mediów, reklamy i cyberantropologii –  dziedziny nauki, która może stać się jednym z najważniejszych ogniw naszej podróży w przyszłość.

Życzę Państwu, żebyśmy w tej podróży wspólnym wysiłkiem i szanując zasady segregacji śmieci, wyrzucili do kosza przekonanie, że tylko zła wiadomość jest wiadomością. Kłótnia dyskusją. Agresja dowodem posiadania własnego zdania. „Zaoranie” przeciwnika oznaką zwycięstwa.

Nie będzie łatwo. Wszystko wskazuje na to, że świat podąża w inną stronę. A jednak pociągi mogą być fascynujące nie tylko wtedy, kiedy się zderzają. Jadą nimi ludzie, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, a dziennikarze, którzy znają się na swojej pracy, potrafią o tym opowiedzieć. Nie ma obiektywnego powodu, żeby epatować nasze dzieci kroniką kryminalną zamiast wiadomości – jak nie ma powodu, żeby rozprzestrzeniać zarazę (choć mogą być ku temu uzasadnione interesy).

Jerzy Bralczyk w książce „1000 słów”, która trafiła pod moją choinkę, pisząc o takich słowach jak Wigilia, opłatek, choinka i kolęda przekonuje, że „…choćby nie wiadomo jak skomercjalizowano wszystko, co wokół tych świąt, choćby reklamy i wystrój sklepów już z początkiem października hałaśliwie je przypominały (…) zapewne pozostaną tradycyjnie rodzinne, ciepłe i serdeczne”. Zapewne ma rację. A jednak, kiedy obserwuje się triumf handlowców, tłumy szturmujące przed świętami wszystkie dostępne kasy świata, kompulsywny i konwulsyjny pośpiech zakupów, kiedy słyszy się entuzjastyczny komentarz ekspertów o tym, że ponownie wydamy o blisko 10% więcej na prezenty świąteczne, można mieć pewne wątpliwości.

Rabusie i wizjonerzy

Reklama ma moc oddziaływania, uwodzenia i wyjątkową siłę rażenia. Może być jak diabeł czyhający na bezbronne dusze, agresor w sprawy wewnętrzne, terrorysta świadomości i niewinny czarodziej. Od kiedy wszystko wydaje się już być reklamą, stała się naszym permanentnym partnerem, wiernym towarzyszem, nieproszonym gościem nawet przy świątecznym śniadaniu i suflerem pytań o nas samych. Bo reklama to już nie tylko narzędzie marketingu, pobojowisko po zdegradowanych i dewastujących krajobraz szyldach i billboardach, intruz i natrętny wirus Internetu. Nie tylko świat sprowadzony do „sprzedaj za wszelką cenę” i „kup, mimo że nie potrzebujesz”. Reklama to prawdopodobnie najtrafniejsza diagnoza kultury i nas samych. Tego, jak rozumiemy rozwój, postęp, szczęście. Myśli i decyduje za nas. Tu i teraz. Bez zmiłowania.

Dlatego życzę Państwu również święta od reklamy. Audycji, programów, portali, mediów, a przede wszystkim przestrzeni publicznej (sic!), gdzie nie ma reklam, a jeśli są to w ograniczonym zakresie, czasie i charakterze. Są symptomy, że można tego dokonać. Czemu nie zacząć w tym roku, w tym tygodniu, dziś? Czemu nie teraz, kiedy coraz powszechniej mamy dość tego reklamowego chaosu i tandety. Gdybyśmy musieli te wszystkie osaczające nas reklamy zjeść, a nie tylko zobaczyć i usłyszeć, już dawno dostalibyśmy niestrawności. I choć wielu z nas cieszy się, kiedy może zostać słupem reklamowym to nawet z tego można sie otrząsnąć. Jak z łupieżu.

Święta wolne od reklamy? Znam wielu wybitnych ludzi reklamy, marzycieli, którzy nie tylko dostrzegają taką potrzebę, ale chętnie pomogą znaleźć racjonalne rozwiązania. Reklama to również jeden z najciekawszych poligonów kreatywności, a twórcy reklamy to niekoniecznie i nie wyłącznie hunwejbini konsumpcjonizmu.

Wynurzenie

O życzeniu związanym z cyberantropologią pomyślałem, kiedy wśród ozdobnych kartek i wzruszających maili znalazłem wiadomość od zaprzyjaźnionego cyfrowego tubylcy-informatyka pracującego w dużej, londyńskiej firmie, a prywatnie ojca dwojga małych dzieci. Kilka miesięcy temu długo rozmawialiśmy o przyszłości mediów, technologii, robotów, sztucznej inteligencji. Trochę się sprzeczaliśmy. Teraz napisał: „Miałeś rację. Idzie zmiana trendu.” Ośmielił mnie w ten sposób do złożenia Państwu trzeciego z noworocznych życzeń.

Przyznam, że bez tej zachęty człowieka żyjącego z projektowania innowacyjnych systemów informatycznych dla biznesu, nie miałbym odwagi pójść w swoich życzeniach aż tak daleko. Otóż mój przyjaciel, pisząc o zmianie trendu ma na myśli odwrót od gadżetomanii technologicznej na rzecz czegoś, co nazywa świadomością informatyczną. Mówiąc wprost, uważa, że widok dzieciaków wgapionych w ekrany smartfonów, podłączonych do nich białym okablowaniem przestanie być modny i natrętny, a stanie śmieszny i obciachowy.

Życzę Państwu również święta od sieci, maili, portali społecznościowych. Nie dlatego, żebym z nich nie korzystał, namawiał do bojkotu czy nie doceniał. Dla równowagi. Jeszcze niedawno takie życzenia brzmiałyby staroświecko. Może nadal pozostaną tylko w sferze życzeń. Nikt nie mówi, że każde życzenie musi się od razu spełnić. Wydaje mi się jednak, że zmienia się klimat wokół człowieka żyjącego w mediach, cyfrowego tułacza i tubylcy, technologicznego maniaka. To, co jeszcze niedawno wydawało się nieuniknione, przesądzone i poza dyskusją, staje się tylko jednym z możliwych scenariuszy. Dlatego chciałbym cyfrowemu emigrantowi z realu życzyć świąt.

Czym jest, czym może być dla niego święto? Oto jest pytanie, na które warto szukać odpowiedzi. Skoro media, reklama, technologia to dla wielu z nas dominujące środowisko codziennej egzystencji, to potrzeba święta i świętowania powinna dotyczyć również tych wymiarów. Od aury i koloru świąt będzie zależało nie tylko powodzenie i pomyślność naszej podróży w cyberprzyszłość, ale też uzyskanie przewagi konkurencyjnej.

Media budujące swój autorytet na wartości przekazu, a nie liczbie bezmyślnych kliknięć. Wyznaczone terytoria wolne od reklamy. Postęp i radość dzięki cybertechnologii w miejsce głupawego od niej uzależnienia. Mrzonki? Nie wydaje mi się. A nawet jeśli – życzę tego Państwu na Nowy Rok.

Kiedy nie udaje się przekonać do tego, czego jest się pewnym nie oznacza jeszcze, że trzeba robić to, do czego nie jest się przekonanym.

 

Zdjęcie: Magdalena Warchoł – Kamińska. Ciało najlepszym warsztatem pracy we współczesnym świecie. Zdjęcie zostało przesłane na temat „Warsztat pracy” w konkursie fotograficznym O! ZNAKI PRACY 2017. Nagrody nie dostało. Myślę, że podobnie do pozostałych zdjęć przesłanych przez panią Magdalenę Warchoł – Kamińską jak najbardziej na nie zasługiwało.

Felieton ukazał się w styczniowym wydaniu miesięcznika „Bezpieczeństwo Pracy” w cyklu „Zapiski Latte”.