królikarnia

„Pałac w Królikarni można opisać krótko: rezydencja podwarszawska – w stylu klasycznym – na planie centralnym – wzniesiona w r. 1786 przez Merliniego. Wszakże każdy z tych czterech punktów domaga się wyjaśnień i uzupełnień.” Władysław Tatarkiewicz, Pałac w Królikarni. Królikarnia. Analiza i dzieje. Na podstawie reprintu wydanego w 2003 roku.

O jakiej porze roku i z jakiej perspektywy najlepiej widać Królikarnię? Pięknie wygląda podświetlona wieczorem, kiedy jedzie się Idzikowskiego. Albo kiedy wchodzi się do niej cichaczem, po południu od Puławskiej. Z koca albo leżaka na trawniku, kiedy słucha się muzyki. Spod posadzonej kiedyś, przez kogoś, wbrew zasadom, jabłonki. Z okien pałacu, jeśli ma się ten przywilej. Z parku rzeźb, które zmieniają się razem ze słońcem. Z wystawy, jeśli masz na nią czas i jest tego warta. Z wysokości tancerki, która przysiadła na trawniku, albo śpiącego psa przy wejściu do pałacu. O świcie, kiedy na śniadanie wpadają zabłąkane lisy. Z magazynów rzeźby. Z perspektywy sowy polującej na królika. Patrząc na skarpę albo z portyku. Kiedy kłębi się wernisażowe towarzystwo, ludzie piją wino, rozmawiają. Królikarnia jest piękna na wszystko.

Jabłonka w Królikarni. Ktoś, kiedyś zasadził ją w tym miejscu wbrew zasadom. Nikt nie śmiał wyciąć. Drugiej takiej nie spotkałem. To zdjęcie zrobione zostało kiedy wydobyliśmy już z magazynu „Tancerkę” Biełaszowej.

Zanim przyjąłem propozycję dyrektora Muzeum Narodowego, Ferdynanda B. Ruszczyca, wybrałem się na spacer do Królikarni. Zima, śnieg, wiatr hula. Pusto. Dzień Dobry, muzeum jest nieczynne, ale zapraszamy po nowym roku, będą zmiany. Nie miałem wątpliwości. Od 2002 roku aż do podjęcia pracy w Ministerstwie Pracy byłem kuratorem warszawskiej Królikarni.

Zaczęliśmy w maju od „Śniadania na trawie”. To był symboliczny wstęp do nowej Królikarni. Tak zapowiadany w prasie:

„W niedzielę odbędzie się wielki piknik w środku miasta. Taki klasyczny – będzie można rozsiąść się wygodnie na kocyku na trawie, otworzyć kosz pełen smakołyków, posłuchać dobrej muzyki granej na żywo, wziąć udział w konkursach i plenerze malarskim. A już dzieciaki to trzeba zabrać obowiązkowo. Dla nich też przewidziano mnóstwo atrakcji. Początek pikniku w parku przy Królikarni w niedzielę o godz. 10. W programie:
– Galeria jednego obrazu (uroczyste odsłonięcie ok. godz. 10.30 w pałacu)
– Kiermasz użytkowych wyrobów artystycznych
– Stoisko wydawnictw Muzeum Narodowego – promocyjna sprzedaż katalogów, albumów, pocztówek, plakatów
– Muzyka plenerowa – grają Chamber Brass i kwartet Tytusa Wojnowicza
– Plener malarski
– Scenki aktorskie inspirowane malarstwem impresjonistów. Udział biorą: Wioślarz, Siostra Miłosierdzia, Smutny Gitarzysta, Szuler, Tancerka, Szalony i Szalona, Arystokraci – reżyseria Igor Gorzkowski
– Pojedynki szermiercze i inne atrakcje reality show
– Możliwość obejrzenia wystaw „Obraz i ornament” oraz „Grafika Georga Baselitza” w pałacu Królikarnia
– Zamaluj asfalt, czyli Królikarnia w kwiatach – chętni otrzymają kolorowe kredy, którymi wymalują asfaltowe alejki w Królikarni
– Zabawy z królikami
– Spacery na szczudłach pod opieką instruktorów
– Królik z kapelusza – konkursy-niespodzianki
– Czytanie książek – aktorzy czytają dzieciom najlepsze książki dla dzieci
– Puszczanie latawców i baniek mydlanych

Żeby stać się uczestnikiem „Śniadania na trawie”, musisz przyjść z koszykiem oraz kocem. Jeśli ich nie masz, organizatorzy umożliwią ci ich zakup przy wejściu po promocyjnej cenie. Jeden koszyk i jeden koc są biletem wstępu dla całej rodziny, grupy przyjaciół lub nieznajomych, którzy właśnie się poznali. Do koszyka zabierz to, co lubisz, a od organizatorów dostaniesz świeże chrupiące bułeczki, jabłka i wodę. Będziesz mógł tanio kupić owoce, warzywa, zsiadłe mleko, pierogi.

Wariant awaryjny – gdyby padało. Jeśli będzie brzydka pogoda, wszyscy goście zgromadzą się w pałacu Królikarnia. Będzie można obejrzeć wystawy i wysłuchać deszczowego koncertu”. (źródło: aka, wyborcza.pl)

śniadanie na trawie
Zdjęcie z jednego z kolejnych „śniadań”, które odbyło się w związku z wystawą „Tajemniczy ogród”. Z tego pierwszego, historycznego śniadania zdjęć niestety nie mam.

Nie padało. Była piękna majowa pogoda. Mieliśmy szczęście do pogody w Królikarni. Przyszło morze ludzi. Wśród nich przebrani w stroje z epoki, jakby się urwali z Maneta. Mieliśmy za sobą uwerturę do Królikarni. Co więcej, przekonałem się na kogo mogę liczyć z dotychczasowych pracowników. Ich doświadczenie, wiedza i znajomość tego miejsca były bezcenne. Czekał nas niezły labirynt.

Szkic do nowej Królikarni. Między muzeum, sztuką, projektem społecznym, ich grafiką, kontekstem i wektorami

Budowanie zespołu, programu, budżetu. Od nowa. Nie dlatego, że wcześniej w Królikarni nic się nie działo. Przeciwnie, z szacunkiem odnosiłem się do tego, co mówiono mi o projektach Piotra Szuberta. Ale czasy były nowe i trzeba było na nowo wymyślić Królikarnię. Szkoda, że na aktualnym, skądinąd rzeczowym, portalu Królikarni nie znalazła się chociaż malutka zakładeczka do archiwum z lat 2002–2008, z perspektywy muzeum przecież nie tak odległych. Byłoby co pokazać, a ja nie musiałbym się teraz re-inwentaryzować. Wystawy, spektakle, spotkania, konferencje, pokazy filmowe, koncerty, imprezy plenerowe, park rzeźby i parking sztuki, badania naukowe, działalność wydawnicza.

Na początku było logo. Nasłuchałem się za nie krytyki – że nie przystoi, że niegodne, że się kojarzy z frywolnym miesięcznikiem, że nie uchodzi w szacownym muzeum.

krolikarniaGodności muzeum nie uchybiał wiatr hulający po salach ekspozycyjnych, ale uszy przeszkadzały. Przyszedłem z planem na Królikarnię nienapuszoną, przyjazną, otwartą. Królikarnię niepoprawną, samodzielną, samorządną i samofinansującą się. Wymagającą i kontrowersyjną. Królikarnię, w której można chodzić po trawniku, dotykać rzeźb – dosłownie i w przenośni – i bawić się na pikniku. Nie po to, żeby zadeptać trawnik czy plamić rzeźby. Oswojenie Królikarni było budowaniem prestiżu, który nie jest pochodną nieprzystępności. Elitarność nie jest pozą czy barierą, a zaproszeniem na pokład. Nie każdego i nie za wszelką cenę. Potrzebowałem logo, które może połączyć te z pozoru sprzeczne cele, logo, które może drażnić, być zabawne albo kojarzyć się z Alicją w Krainie Czarów czy Tajemniczym ogrodem. I z królikami. Logo, które każdemu kojarzy się z tym, co mu podpowiada wyobraźnia. Z perspektywy współczesnego projektowania jest nieuporządkowane, niepoprawne i naiwne. W dodatku budziło emocje, a to już szczyt niepoprawności. I dokładnie takie było mi wówczas potrzebne. A historia Królikarni, tej z czasów Thomatisa, niekoniecznie w wersji ze szkolnego wypracowania, daje wyjątkowe pole do popisu wyobraźni.

Kiedy już było logo, oddaliśmy hołd historii Królikarni w jej najgodniejszej wersji wydając reprint monografii „Królikarnia. Analiza i dzieje” napisanej przez Władysława Tatarkiewicza i Wacława Tokarza. Gorąco polecam.

Pałac w Królikarni. Przekrój. Ilustracja z Królikarnia. Analiza i dzieje.

 

ludzie z rowerami na koncercie
Nie ukrywam, że bardzo lubiłem takie chwile w Królikarni

„Zapytano mnie kiedyś, jak rozumiem swoją misję w Królikarni. Przyznam, że wcześniej nie traktowałem swojej pracy w kategoriach misji, a raczej ciekawego zadania do wykonania, ale skoro takie pytanie padło podczas poważnego spotkania, musiałem znaleźć odpowiedź. Przypomniały mi się Święta Wielkanocne (…), które spędziłem w Nowym Jorku. Gospodarze zaprosili na świąteczne śniadanie swoich przyjaciół z Francji, Chile, Japonii, Izraela, Anglii, Rosji, Polski i oczywiście z USA. Goście przyjechali z dziećmi. Kiedy obserwowałem tę rozbawioną grupę dzieci z różnych stron świata, ich rodziców pogrążonych w rozmowach o polityce, astrofizyce, sztuce, pieniądzach i kłopotach szkolnych, kiedy udzielił mi się nastrój świątecznego, przyjaznego, pogodnego poranka przy kieliszku wina i odgłosach wiosny, pomyślałem, że taki właśnie świat chciałbym tworzyć w Królikarni. Trochę bajkowy, trochę rzeczywisty, zawsze na swój sposób odświętny, przyjazny. Wymagający, ale nie hermetyczny. Wielowymiarowy, jak wielowymiarowe stało się nasze życie. (…) Współczesne muzeum to otwarta przestrzeń społeczna, zmieniająca się teraz tak szybko. Przestrzeń, w której mamy przywilej konfrontowania wartości kultury, a odnaleźć ją można w tak wielu przejawach. (…) Witamy w Królikarni.” Radosław Mleczko, Warszawa, styczeń 2004” – (fragment ze wstępu do katalogu wystawy „Rzeźbiarze fotografują” )

Było logo, była misja, przyszedł czas na Park rzeźby.

Zastałem w nim Duszę odrywającą się od ciała Dunikowskiego. Schowaną, pięknie, na uboczu. Fotografowałem ją z różnej odległości i podziwiałem, jak się zmienia. Zastanawiałem się, jak budować park rzeźby, żeby tę głębię ostrości zachować.

tchnienie 2
Xawery Dunikowski, Dusza odrywająca się od ciała, Królikarnia

Nie jestem pewien, czy to legenda, czy źródłowo potwierdzony przekaz historyczny, ale podobno Dunikowski poproszony o ocenę rzeźby odsłoniętej specjalnie w jego obecności, przykrył ją ponownie i powiedział: jest szmata – jest rzeźba, nie ma szmaty – nie ma rzeźby. Znajdowanie miejsc dla kolejnych rzeźb do parku, a wcześniej poszukiwanie tych rzeźb, ich wybór, odkrywanie nowej dla nich przestrzeni, odległości, punktu widzenia to była sztuka fugi. Budowanie relacji z parkiem, przyrodą, przechodniem, relacji do rzeźb już zamieszkałych w parku. Z wysokości dziecka i dorosłego. Na wyciągnięcie ręki albo na dystans. Z uwzględnieniem materiału, z którego zostały wykonane, jego walorów i konserwatorskich uwarunkowań. Kilometry schodziliśmy po parku, zanim pomysł przekształcał się w decyzję. Po to, żeby była i szmata, i rzeźba.

tancerka na sniegu
Tancerka na śniegu

Nie pamiętam, czy pierwsza była marmurowa tancerka wyciągnięta z magazynu, czy pies, któremu konserwatorzy musieli dokleić ogon i uszy po traumatycznych przeżyciach z poprzedniego miejsca zakwaterowania. Pies stał się błyskawicznie gwiazdą i emblematem Królikarni. Pielgrzymki dzieci, którym pozwalaliśmy wchodzić na psa, były pouczające. Nie widziałeś tego psa?! To ty nigdy w Królikarni nie byłeś! – wołał do taty swojego kolegi oburzony czterolatek. Albo scenka, kiedy rodzic usiłował udaremnić dziecku próbę wejścia na psa i został poinstruowany przez pana z ochrony, że owszem można. No dobrze, to możesz pogłaskać psa, ale pamiętaj, jeśli będziesz w innym muzeum, to niczego nie dotykaj, bo wtedy przyjdzie taka pani

Przyszedł czas na kolejne rzeźby. Galerię głów Dunikowskiego ustawionych godnie, należycie, wzdłuż prostej i na stosownej wysokości. I te inne głowy, które sięgnęły nieomal trawnika. Z Jagiełłą na czele. A potem Leżący Truszyńskiego, Rodzina Armstronga. I wspaniałe, powstające na miejscu, na naszą prośbę, w pyle i w słońcu Królikarni rzeźby Sabiny Łatki. Szachy, Fotel, Poidło dla ptaków.

rodzina w mojej wersji
Geoffrey Armstrong, Rodzina

Dusza odrywająca się od ciała prowadziła nas wprost nie tylko do Parku Rzeźby, ale też do Cierplikowskiego. Pies do z pozoru skromnej, a w moim przekonaniu, bardzo ważnej wystawy, Przyjaciele Królika.

Po drodze był jeszcze Parking Sztuki, który wymyśliliśmy z Danielem Kozakiewiczem. Napisaliśmy regulamin wzorowany na parkingach samochodowych i będący pastiszem tych regulaminów. Dobrze przy tym się bawiliśmy i byliśmy przekonani, że to świetny pomysł. Samozadowolenie autorów, co często się zdarza, nie znalazło przełożenia na zainteresowanie adresatów projektu. Może zapomnieliśmy o promocji? Jakoś nikt się nie śpieszył do zaparkowania sztuki na naszym parkingu tuż przy Puławskiej. Marzyła mi się też stylowa ślizgawka z dobrą muzyką w tle.

http://www.lisak.net.pl/blog/wp-content/uploads/2014/03/%C5%82y%C5%BCwy-historia-6.jpg
Mniej więcej tak to mogło wyglądać, a w tle muzyka. Zdjęcie ze strony lisak.net.pl

Za to wystawa Fryzjer w trumnie wzbudziła entuzjazm i słusznie została nagrodzona Sybillą 2006. Dusza odrywająca się od ciała Dunikowskiego, ta porosła mchem Królikarni, miała swoje inne wcielenia. Nie tylko nagrobne. Gdzieś między życiem i śmiercią, sztuką i Cierplikowskim. Informacje o wybranych wystawach, również tych z Królikarni, znajdziecie na:

obrazki z wystawy

 A w parku Królikarni coraz więcej się działo. Warsztaty, pikniki, koncerty. Te najbardziej spektakularne to pikniki „Co jest grane?”, koncerty Warsaw Summer Jazz Days, orkiestry Sinfonia Varsovia,

prezydent kaczyński koncert z uśmiechem
Sinfonia Varsovia w Królikarni. Gościem koncertu był Prezydent Lech Kaczyński. Obok Franciszek Wybrańczyk – założyciel i dyrektor tej orkiestry. W środku, na miejscu dla muzyków Jerzy Maksymiuk.

David Krakauer, Tomasz Stańko, Andreas Vollenweider i wiele innych.

Stańko w Królikarni
Tomasz Stańko w Królikarni
Vollenveider_publiczność
Koncert Andreasa Vollenweidera

To był wstęp do Królikarni.