Zarządzanie sukcesem
Kiedy obok informacji z Mundialu znajduję na portalach kolejne odcinki sagi o tym, komu i dlaczego lepiej sprzeda się Robert Lewandowski myślę, że jest w tym coś symbolicznego, a przynajmniej dużo mówi o nas i naszych czasach. Reprezentacja, której kapitanem był Lewandowski nie zakwalifikowała się do finałów Mistrzostw Świata, mimo że nigdy w historii nie brało w nich udziału tak wiele zespołów. Kibicom reprezentacji Polski pozostają emocje związane z kolejnym kontraktem jej kapitana.
Ostatni sukces reprezentacji to Mistrzostwa Europy we Francji w 2016 roku, kiedy Robert Lewandowski był na początku swojej klubowej drogi w Bayernie, a w reprezentacji jednym z kilku wybijających się w Europie piłkarzy. Szczęsny, Błaszczykowski, Milik, Fabiański, Piszczek… Historia.
Potem było z reprezentacją już tylko gorzej. Zmieniali się trenerzy, cele, aspiracje. Nie zmieniał się kapitan i nieformalny właściciel wszystkich istotnych procesów dotyczących tej reprezentacji. Był po drodze trener, który nieporadnie próbował Lewandowskiego odwołać. Szybko i źle skończył.
Nie piszę o tym, żeby kwestionować dorobek Roberta Lewandowskiego. Nie mam ku temu ani podstaw, ani przekonania, ani narzędzi. Przeciwnie. Chcę na jego, tak spektakularnym i powszechnie znanym przykładzie zilustrować kluczową w zarządzaniu zespołami zasadę adekwatności ról do kompetencji i predyspozycji.
Robert Lewandowski to jeden z najskuteczniejszych napastników ostatnich dekad, gigant, piłkarz, którego kariera jest przykładem, że mając talent, a wokół ludzi, którzy pomogą, ale też niezwykłą determinację i samodyscyplinę można awansować od skreślonego przez Legię zawodnika drugiej drużyny do gwiazdy Bayernu czy Barcelony. Niezwykła kariera.
Znakomicie odnalazł się w silnych zespołach klubowych, w których potrafi wykorzystać sytuacje tworzone przez swoich partnerów, innych wybitnych piłkarzy. Sam również, wśród najwybitniejszych fachowców, potrafi je tworzyć. Jego talent wymaga tego zaplecza. W takiej konfiguracji kwitnie i jest nie do zastąpienia. Rozumieli to jego trenerzy w największych klubach.
Robert Lewandowski jako kapitan, lider, rozgrywający w środku pola, menadżer i szara eminencja przeciętnej reprezentacji to zupełnie inne opowiadanie. Niestety przez kilkanaście lat nie było ani osoby ani systemu zarządzania, który zdjąłby z Lewandowskiego te obowiązki, albo go do nich nie dopuścił lub inaczej skonfigurował.
Ten sam człowiek, profesjonalista, ta sama osoba w innej roli, konfiguracji i kontekście może być postacią wybitną, ale może też być hamulcowym. Na przykładzie Lewandowskiego widać to jak na dłoni. W każdej organizacji, w każdym zespole są ludzie, którzy w zmienionych okolicznościach mogą odnieść sukces lub być częścią, a czasem przyczyną porażki.
Z dużym dystansem podchodzę do obowiązujących w sporcie, ale też w innych dziedzinach biznesu zasad profilowania osób kandydujących do zespołu. O wiele chętniej staram się rozpoznać i docenić zalety, potencjał tych osób i zastanowić jak włączyć je do zespołu, tak żeby ich sukces był sukcesem wspólnym sukcesem. W przypadku Lewandowskiego w reprezentacji tak się nie stało. Jego nadzwyczajny klubowy, sportowy, biznesowy, indywidualny sukces nie przełożył się na sukces reprezentacji.
Kibicom reprezentacji, po latach kapitanatu Lewandowskiego, pozostaje przyglądanie się jak inni radzą sobie na Mundialu i jak Lewandowski radzi sobie ze swoim nowym kontraktem.
Fot. Marcin Zimnal, Bez lęku, zdjęcie z konkursu O!Znaki Pracy