Na papierze

Oceniając zdjęcia i filmy, które wpłynęły w dziesiątej edycji konkursu O!Znaki Pracy, zerknąłem do prywatnego archiwum wycinków prasowych sprzed kilkunastu lat. Szukałem artykułów dotyczących historii fotografii, które swego czasu skrzętnie gromadziłem. Po drodze i przy okazji zacząłem czytać również inne teksty, a kiedy zanurzyłem się w ich lekturze, chyba po raz pierwszy tak dotkliwie odczułem konsekwencje zmiany z publicystyki papierowej na komunikację cyfrową.

Jeśli pocieszałem się, że agonia prasy papierowej na rzecz cyfrowych komunikatorów to tylko zmiana narzędzia, błądziłem. Różnica jest kolosalna. Nie chodzi mi tu o dysertacje naukowe, prasę specjalistyczną ani literaturę piękną, które żądzą się innymi prawami, a o bieżącą publicystykę. O życiu codziennym, polityce, sporcie, sztuce.

Teksty sprzed lat wymagają ode mnie skupienia, zrozumienia, refleksji, zastanowienia. Wymagają czytania! Mają swoją strukturę, czuje się, że są rezultatem przemyślenia, wyrazem poglądów, zastanowienia. Ktoś za nimi stoi. Ktoś je podpisał. Ktoś za nie odpowiada. Oczywiście są też wśród nich błahe, tendencyjne, zjadliwe lub po prostu słabe, ale systemowa różnica pomiędzy tym, co czytaliśmy na dzień dobry przed laty, i tym, co dziś skanujemy o poranku, jest niebywała.

Jeśli Państwo nie wierzą, proszę sprawdzić. Nie macie domowego archiwum? Można wybrać się do biblioteki i tam w zbiorze czasopism zajrzeć do interesujących Państwa gazet. Nie trzeba sięgać w głąb historii. Zapewniam, że już kilkanaście lat wstecz wystarczy, żeby poczuć różnicę.

I nie przemawia przeze mnie syndrom nostalgicznego zaklęcia „kiedyś było inaczej”. Po prostu na papierze było inaczej. Może nie tylko dlatego, że na papierze (chrońmy lasy i drzewa!), ale medium, którym się posługujemy, żeby wymienić się ze sobą naszym widzeniem świata, ma ogromne znaczenie.

 

 

Rys. GB