
Święta i horror vacui
Są różne szkoły przygotowania do świąt. Z wyprzedzeniem i powagą. W ostatniej chwili albo przy okazji. Zgodnie z tradycją lub wręcz przeciwnie. Są zwolennicy spotkań firmowych, są pracownicy, którzy mają tak ustawione targety, że pędzą przed świętami ponad wszelką miarę.
Pewno powinienem pisać „święta” wielką literą, ale czy nadal mamy takie święta? Potrafimy dać im czas, obchodzić, uszanować?
Horror vacui to lęk przed pustką. Termin dobrze osadzony w historii sztuki i historii filozofii, ale ma szansę na karierę również w psychologii.
Lęk przed świętem, lęk przed czasem, kiedy przestają działać codzienne impulsy, bodźce, ekrany, dane, źródła motywujące do działania i istnienia.
Jedziemy rozpędzonym expresem, a tu nagle cisza, stacja w polu, nie ma zasilania i zasięgu, a jeśli nawet jest, to nikt nie odpowiada.
Stać nas jeszcze na ciszę? Możemy sobie pozwolić na rozmowę, która nie jest wymianą informacji? Na pewno warto próbować.
Nietypową „choinką” ilustruję świąteczny wpis, życząc równowagi nie tylko między horror i amor vacui (umiłowanie pustki), ale przede wszystkim w samym sobie. Dobrego czasu i trochę ciszy nie tylko na Święta. Wesołych Świąt!
Radosław Mleczko
Rys. Elżbieta Kiełczykowska