Co po IX Symfonii

Daniel Barenboim uważa, że IX Symfonia Beethovena jest najintensywniej politycznie eksploatowaną kompozycją w historii muzyki klasycznej. Prawykonanie miało miejsce 7 maja 1824 roku w Teatrze Korynckim w Wiedniu. Dyrygował Michael Umlauf, ale to Beethoven, od lat pogrążony w ciszy, był na scenie i decydował o tempie każdej z części. 

Berlin 1936, Igrzyska Olimpijskie. „Odą do radości” zachwycone są nie tylko władze Rzeszy, ale też sam Pierre de Coubertin. W 1986 „Oda do radości” staje się hymnem Unii Europejskiej. Ponownie Berlin, tym razem 1989, upadek muru. Leonard Bernstein dyrygujący koncertem zmienia na tę okoliczność słowo „radość” na „wolność”.

Historycy są zgodni, że dzieciństwo Beethovena nie było usłane różami. Kiedy Johann Beethoven, tenor w kapeli dworskiej w Bonn, zorientował się jaki talent muzyczny drzemie w synu, zaprojektował dla Ludwiga karierę „cudownego dziecka”, którą będzie można wykorzystać w wymierny sposób. Tak zaczęła się droga przez mękę. Sąsiedzi Beethovenów zapamiętali widok małego Ludwiga płaczącego nad klawiaturą fortepianu. Gotowość do nauki wymuszana była bowiem nie tylko siłą perswazji, ale przymusem i biciem. Jeśli nie fortepian to teoria muzyki lub gra na skrzypcach zajmowały cały czas.

Jako dziesięciolatek Ludwig nie tylko grał z wirtuozerią na fortepianie, ale znał wszystkie dostępne z końcem XVIII wieku tajniki teorii muzyki. Potraficie to sobie wyobrazić? Muzyka, jej harmonia, zasady kompozycji. Uczeń trzeciej klasy podstawówki? Ze szkołą i pozostałymi przedmiotami było u Ludwiga znacznie gorzej. Popełniał koszmarne błędy ortograficzne, dziś wydaje się, że był dyslektykiem, nigdy nie nauczył się podstaw matematyki, nie opanował mnożenia, dzielenia, a jako jedenastolatek zakończył formalną edukację. Została jedna ścieżka kariery.

Nie ma dowodów, żeby ojcu udało się zmonetyzować tak modny przez wieki projekt „cudownego dziecka”. Ludwig szybko przestał być dzieckiem, a stał się podziwianym przez Wiedeń kompozytorem.

W 1802 roku, kiedy ma trzydzieści dwa lata, pisze list do swoich braci Carla i Johanna. List  odnaleziony po jego śmieci w jego biurku. Przeszedł do historii jako Heiligenstädter Testament. Był zapieczętowany. Beethoven go nie wysłał. Znaczyłoby to, ze przez ćwierć wieku miał ten list przy sobie, a znany był z częstych przeprowadzek. W samym Wiedniu przeprowadzał się podobno blisko czterdzieści razy. Zdarzyło się, że jednocześnie wynajmował cztery mieszkania. Czy to możliwe?

6 października 1802 roku pisze w miejscowości Heiligenstadt do braci jak głęboką rozpacz przeżywa z powodu postępującej głuchoty, pisze o załamaniu, o rezygnacji, ale i o wierze w sztukę. Do braci, z którymi potem pozostaje w nieustającym konflikcie. Tworzy przez kolejne ćwierć wieku. List trzyma w szufladzie.

Kobiety? Matka zmarła, kiedy miał kilkanaście lat. To był cios i zwrot w wielu sprawach. Zakochiwał się najczęściej w kobietach z wyższych niż jego sfer, a do tego żonatych, ale dość nieszczęśliwie. W literaturze szczególne miejsce zajęły zaloty do Annie Brentano, żony frankfurckiego bankiera, które skończyły się fiaskiem.

Geniusz muzyczny, któremu zdarzało się wyglądać jak włóczęga. O stanie jego mieszkań wiemy z opisów naocznych świadków: najbrudniejsze i zaniedbane miejsce jakie można sobie wyobrazić, w którym nieumyte talerze, resztki jedzenia, poplamione partytury i nieopróżniony nocnik pod fortepianem.

Twarz pokryta bliznami po ospie. Siwe włosy rozsypujące się we wszystkich możliwych kierunkach. Rozliczne choroby, nie tylko głuchota. I geniusz.

Najnowsze badania przyczyny śmierci Beethovena wskazują na zatrucie ołowiem, a co do słuchu prawdopodobne schorzenie zwane otosklerozą, które powoduje nieprawidłowy rozrost kości w uchu. Od kiedy kiedy Beethoven zdawał sobie sprawę z nieuchronności utraty słuchu, czy to było nieuchronne, jak sobie z tym radził? Łudzimy się, że najnowsze badania DNA pukla włosów dały nam odpowiedź, ale odpowiedź pozostanie na zawsze tam, w Wiedniu początku XIX wieku, w którym terroryzowany w dzieciństwie głuchnący kompozytor, widział i słyszał w muzyce sens istnienia.

Orkiestra West–Eastern Divan, założona przez Daniela Barenboima i Edwarda Saida powstała z przekonaniem w moc muzyki. Z misją budowania dialogu, zrozumienia i wzajemnego szacunku w podzielonym świecie. Powstała jako przestrzeń spotkania muzyków z Bliskiego Wschodu, ze szczególnym ukłonem w stronę tych z Izraela i z Palestyny. Grają od 1999 roku. Nie przestali. Grają w renomowanych salach koncertowych. Grają też Beethovena. Podczas tegorocznej trasy koncertowej III Symfonię.  Tu o założeniach, programie i składzie West Eastern Divan Orchestra

W 2025 roku Daniel Barenboim podał do publicznej wiadomości, że choruje na chorobę Parkinsona i że kalendarz jego koncertów będzie uzależniony od przebiegu leczenia. Najbliższe koncerty z West – Eastern zaplanowane są jesienią 2026.

Beethoven i Barenboim. Geniusze swoich czasów. Pogmatwane biografie. Wspólne przekonanie w moc muzyki, ale nie w tę banalną, kiedy pojawia ulotnie się na politycznych sztandarach. Ta moc to Purpurowe skrzypce