nauczyciele od z do z

Mówią, że żyjemy w czasach deficytu autorytetów. Skoro mówią, to może mają rację. Wolę jednak, kiedy każdy mówi za siebie.

Nie wymieniam tu autorytetów baśniowych, literackich czy historycznych, którymi są dla mnie Bach, Gould i Coltrane, a ludzi, których spotkałem i którym coś zawdzięczam. Zachęcam do takiego ćwiczenia z pamięci i wyobraźni. Przynajmniej od czasu do czasu. Pytania skąd przychodzę? Kogo zapamiętałem po drodze? To katalog otwarty. Każdy dzień może przynieść nowy punkt widzenia również na to, co zdarzyło się dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze… Przeszłość jest tuż za progiem.

Zofia Krywult – pierwsza nauczycielka muzyki. Uczyła mnie Bacha i altruizmu. Nie zawsze skutecznie.

David A. Pituch – Amerykanin w Warszawie, mój nauczyciel saksofonu w średniej szkole muzycznej, przez pewien czas również w Akademii Muzycznej. Przekonywał, że grać powinienem nauczyć się sam, on może pokazać horyzont. Dużo rozmawialiśmy. Jeśli chcesz przekonać się, jakim jesteś saksofonistą, leć do Stanów. W Nowym Yorku jest więcej taksówkarzy grających na saksofonie niż wszystkich saksofonistów w Polsce. Poleciałem.

saksofon

Stephen Belth szef marketingu w Chicago Symphony Orchestra. Kierował się zasadą, że koncerty dzielą się na te, na których należy zarobić, i te, do których z jasno określonych powodów należy dołożyć. Z naciskiem na jasno określone powody. Miał rację. Nie tylko w sprawie koncertów.

orkiestry

Jerzy Maksymiuk – nie był moim nauczycielem, ale kiedy uczyłem się w szkole muzycznej imponowało mi to, czego dokonał z „Polską Orkiestrą Kameralną”, i to, że bez względu na warunki w jakich pracujesz, możesz znaleźć sposób, żeby osiągnąć cel. Miałem zaszczyt spotkać później Jerzego Maksymiuka kilkakrotnie.

Społeczna partytura lasu

Irena Jakimowicz – Szefowa w Gabinecie Grafiki i Rysunków Współczesnych Muzeum Narodowego w Warszawie. Witkacy, dyscyplina, pasja i profesjonalne przygotowania wystaw. Bezkompromisowość, która nie gardzi kompromisem. Wykorzystuje go dla swoich celów. No i te kapelusze. Kobieta z obrazu.

muzeum narodowe

Profesorowie w Instytucie Historii Sztuki UW – Jan Białostocki, Adam Miłobędzki, Tadeusz Jaroszewski, Maria Poprzęcka, Andrzej Jakimowicz, Elżbieta Grabska-Wallis, Teresa Mroczko, Piotr Skubiszewski, Mariusz Karpowicz – jak nie ma jednej historii, jednej wiedzy, mądrości, doświadczenia i perspektywy patrzenia na świat, tak bezradna i banalna byłaby blogowa próba syntezy tego, czym były wówczas studia historii sztuki.  Wszechświatem. Cieszę się, że mogłem studiować u ludzi, którzy są tej historii autorami.

Waldemar Baraniewski i Sergiusz Michalski – podczas moich studiów asystenci w Instytucie Historii Sztuki na UW – lekcja autorytetu opartego na wiedzy, ale nie po to, żeby zwiększyć dystans, a przeciwnie, być w zasięgu studentów i pozwolić im za sobą podążać. Szacunek.

Maryla Sitkowska, Dorota Folga-Januszewska, Anna Żakiewicz – miałem wyjatkowego farta, że trafiłem do Gabinetu Grafiki i Rysunków Współczesnych Muzeum Narodowego, kiedy tak różne osobowości, pod światłym przewodnictwem dr Ireny Jakimowicz, tworzyły jego zespół. Niepowtarzalna atmosfera. Świetne projekty. Czasem iskrzyło, ale było pięknie.

obrazki z wystawy

Eugenia Gienieczko – poznałem panią dr Gienieczko z urzędu, jako dyrektorkę Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Czas, który mi jako ówczesnemu wiceministrowi poświęciła, a przede wszystkim nasze piątkowe, popołudniowe rozmowy, pozwoliły mi zrozumieć historię, znaczenie i sens prawa pracy. Wiedza, mądrość i dystans, a przede wszystkim dar rozumienia ludzi, którzy są twoimi pracownikami i tworzą zespół, którym nie tylko zarządzasz, ale za niego odpowiadasz. Opowiadając za ten zespół dużo się od niego nauczyłem.

ministerstwo pracy

Karol Sachs – bankowiec z wizją, fantazją, poczuciem humoru i wrażliwością na sprawy społeczne. Nie wiem, czy takie połączenie jest możliwe, ale w przypadku Karola to fakt. Nawet jeśli to zbiór jednoosobowy. Mistrz motywacji.

Anna Radziwonowicz – wicedyrektorka szkoły muzycznej przy Miodowej. Mogła, a może nawet powinna mnie z tej szkoły wyrzucić za nieobecności na drugim roku, ale zaufała i wierzyła we mnie. Dzięki jej zaufaniu nie tylko skończyłem szkołę, ale stałem się muzykiem, a dyplom zrobiłem z wyróżnieniem. Zawsze pogodna i serdeczna. Uczyła muzyki, zrozumienia, wyrozumiałości, optymizmu. Taką ją zapamiętałem.

Christopher Maughan – przewodnik, mentor w De Montfort University Leicester. Marketing w kulturze to budowanie więzi społecznych, poszukiwanie wspólnoty, a na końcu tej drabinki ewentualnie sprzedawanie biletów. Chodziliśmy na rugby. Nie przychodziło nam wtedy do głowy, że Leicester zdobędzie piłkarskie mistrzostwo Anglii.

Euro Polacy

Theodore H. Moran – wykładowca w Georgetown University, którego zapamiętałem przede wszystkim dlatego, że podczas zajęć często z nim polemizowałem. Przekonywał, że biznes może być szlachetny. Przynajmniej teoretycznie. Wyjątkowa uczelnia, niestandardowe doświadczenia.

Uczniowie – kiedy jesteś nauczycielem, jasne, że odpowiadasz za to, żeby nauczyć, ale przede wszystkim za to, żeby pomóc w rozwoju talentów, które mają twoi uczniowie. Myślę, że się udało.

Moja mama. Jej pierwsza praca i pierwsza klasa.

Politycy – Lokalni i ze świata. Niekoniecznie z pierwszych stron gazet. Często ci z drugiego planu. Tego, który nierzadko przesądza o wartości i jakości polityki. Z różnych opcji i partii politycznych. Kilka lat pracowałem na stanowisku politycznym, choć bez legitymacji partyjnej i politycznych planów na przyszłość. Byłbym nieuczciwy, dołączając do modnej nagonki i polowania na polityków. Wielu z nich szanuję i cenię. Nie przepadam za dominującą we współczesnej polityce skłonnością do schlebiania potencjalnym wyborcom, słupkom, sondażom (nie mylmy z wsłuchiwaniem się w opinie i oczekiwania wyborców). Wolę polityków, którzy myślą i mówią to, co myślą, a nie to, co myślą, że ich wyborcy chcą, usłyszeć. To dziś w polityce rzadkość. Potrzeba trochę czasu i uwagi, żeby ich dostrzec. Nie jestem jednak przekonany, że polityka poglądów i charakterów skazana jest na rezerwat, skansen lub zagładę, a polityka polegająca na rywalizacji kto skuteczniej wtłoczy w media swoją narrację, kto inteligentniej zagospodaruje społeczne emocje, kto komu dokopie, kogo zmiażdży, zawsze będzie dominować. Ludzie się zmieniają, a życie uczy pokory.

Bo Smith – duński dyplomata. Kiedy pracowałem w ministerstwie,  zależało mi szczególnie na relacji z Danią, podobnie jak z innymi krajami nordyckimi, nie tylko ze względu na legendarny model duńskiego flexicurity.  Myślę, że nie doceniamy naszych relacji z sąsiadami z Północy. Smith był zawsze o krok za kolejnymi ministrami. Wcielenie zalet wysokiej rangi pracownika służby cywilnej. Kompetentny, małomówny, trochę tajemniczy. Podczas kolacji kończącej spotkanie przedstawicieli kilkunastu państw UE, które zorganizowaliśmy w Radziejowicach, dziękując za to spotkanie powiedział: dziś przypomniały mi się czasy dawnej, mniejszej UE, kiedy potrafiliśmy naprawdę ze sobą rozmawiać i współpracować. Potrafię to sobie wyobrazić i bardzo jestem mu wdzięczny za tę opinię.

Chris Grayling,  dziś, o ile wiem, minister transportu w gabinecie premier Theresy May. Poznałem go jako Sekretarza Stanu i Ed Davey – do 2015 minister w gabinecie premiera Camerona, potem zniknął z polityki. Ale też inni politycy i dyplomaci UK. Wyobraźcie sobie posiedzenie Rady Unii Europejskiej. Głos zabiera przedstawiciel UK i okazuje się, że rutynowe wystąpienie może być interesujące, że można posługiwać się obrazowymi przykładami, a czasem zdobyć się na metaforę lub nawet odrobinę poczucia humoru. Wbrew przyjętej liturgii europejskiej i politycznej przewidywalności. Retoryka. Sztuka zaniedbana we współczesnej polityce. Wyparta przez marketing polityczny, a raczej jego uproszczenia czy karykaturę. Retoryka, jako umiejętność pozyskiwania sojuszników dla wartości, które chcemy „zakomunikować”. Wiele wskazuje na to, że wyjście UK z UE, w tej czy innej formie, stanie się faktem. Bez Wielkiej Brytanii nie będzie to po prostu Unia Europejska minus jeden. Nie tylko ekonomicznie, ale też kulturowo. Kto wie, może szybciej dojdzie do zmian w UE niż do brexitu?

labor mobilis

Nauczyciele w podstawówce i liceum. Szybko zapominamy o celebrytach, modach, przelotnych zauroczeniach, a nauczycieli z dzieciństwa zapamiętujemy na całe życie. W każdym razie ja ich pamiętam. Wymagający i piękny zawód. Byłem nauczycielem, wiem, co mówię. Wielu z nich podziwiam, wspominam i dziękuję, ale generalnej laurki chyba bym nie wystawił. Mam nauczycieli na czarnej liście wspomnień. Myślę, że ja też na czarnej nauczycielskiej liście bywałem. Liceum przebrnąłem dzięki Bogusi, Joli i kilku innym koleżankom, które pomagały mi z niespotykaną cierpliwością. Jeśli jakimś cudem przeczytają ten wpis, niech wiedzą, że bardzo im dziękuję.

Rodzina – jej zawdzięczam najwięcej.

Zorro – bohater mojego dzieciństwa.

 

Zdjęcie ilustrujące ten wpis zrobiłem w Pekinie. Jak widać, niezupełnie z ukrytej kamery.