Kolejny krok?

Jadąc przez centrum Warszawy można pomyśleć, że jesteśmy w szponach kultu jednostki. Robert Lewandowski jest wszędzie. Poprawia nienaganną fryzurę, nie poddaje się łupieżowi, dopina garnitur, przykłada do ucha nowego smart fona, popija napój energetyczny niedbale prezentując na przegubie nowy zegarek i opaski świadczące o zaangażowaniu w kampanie społeczne. Nie jest sam. Towarzyszy mu selekcjoner. Człowiek z granitu, który wie, nawet jeśli nie może nam o tym powiedzieć. Pozdrawia z helikoptera tłumy kibiców wlewających w siebie hektolitry piwa. Spogląda surowo, jak na selekcjonera przystało, ale uśmiecha się też życzliwie. Pozostali reprezentanci prężą muskuły w dopasowanych garniturach. Najczęściej drużynowo i w ustalonym porządku. Najważniejsi w tej kadrze w pierwszym szeregu, drugoplanowi na zapleczu. Rezerwowi pojawiają się sporadycznie. Prezes związku piłkarskiego pozostaje wierny zakładom bukmacherskim i popija na reklamowych standach piwo nawet w prowincjonalnym spożywczaku. Piłka to reklama. Reklama to piłka. Blah, blah, blah. Show must go on. Czy tylko? Niezupełnie. I to jest w piłce fascynujące.

Kiedy wychodzą na boisko wszystkie reklamy świata nie wygrają za nich meczu. Liczy się przygotowanie, praca, pomysł, determinacja, psychologia. Orkiestra. Zespół ze wszystkimi jego komplikacjami, indywidualnymi motywacjami, projektami na życie. Trzeba wywalczyć swoje miejsce w szeregu, pokonać przeciwnika, zaistnieć. Bez garnituru, zegarka, helikoptera. Bez całej tej dekoracji. Dlatego lecimy na mecz, siadamy przed ekranem, identyfikujemy się z facetami, którzy nawet jeśli żyją na innej niż my orbicie, choć żyją z naszej kasy i naszego podziwu dla nich, to nie mamy im tego za złe. Dzieciom kupujemy koszulki z nadrukiem ich nazwisk. Bilety na mecze. Ustawiamy się w kolejce. Pijemy to reklamowane piwo. Byleby tylko nie uprawiali fuszerki, a tego akurat u Nawałki trudno się spodziewać.

W odróżnieniu od innych celebrytów muszą wyjść na boisko. Zmierzyć się z równymi sobie, pokonać, sprawdzić, czasem przegrać. Jakie to będą dla nich mistrzostwa? Oto jest pytanie.

Po Mistrzostwach Europy opublikowałem analizę okoliczności, które doprowadziły do sukcesu. Czasem warto zerknąć do archiwum. Bez retuszu.

Euro Polacy

Czy finały Mistrzostw Świata to będzie ten kolejny krok, o którym wówczas mówił Lewandowski? Bardzo im tego życzę, będę trzymał kciuki, ale mam też obawy.

Może to nie jest najlepszy czas na wątpliwości, ale kiedy się nimi dzielić jak nie przed pierwszym meczem? Choć wszystko dopięte jest na ostatni guzik, a nastroje prowadzą nas na podium. A jednak kiedy przeglądałem notatki do wpisu „Euro Polacy” znalazłem w nich kilka zdań, które napawają mnie niepokojem.

„Ci, którym po Euro pozostał niedosyt mówią, że nie było w reprezentacji tego genu odwagi, ryzyka, szaleństwa, zaskoczenia. Przyznawali to sami piłkarze. Nie było zawodnika, który mógłby przekroczyć barierę systemu i dać wartość prawdziwie dodaną. O przepraszam. Byli tacy zawodnicy. Bez nich nie byłoby ćwierćfinału we Francji. To Jakub Błaszczykowski, Łukasz Fabiański, Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk. Pierwsi dwaj, każdy w inny sposób, zostali wcześniej przez Nawałkę odrzuceni. Błaszczykowski pozbawiony funkcji kapitana, niepowołany na mecze eliminacyjne. Fabiański, mimo że pierwszy bramkarz w eliminacjach, mecz z Irlandią oglądał z ławki i gdyby nie kontuzja kolegi, pewnie by na niej pozostał. Obaj mieli coś do udowodnienia. Również selekcjonerowi. Skuteczność z jaką to zrobili była powalająca. Dwie kluczowe interwencje Fabiańskiego i wyrzut piłki do Grosickiego, z którego podania Błaszczykowski strzelił bramkę zadecydowały o wyniku. Waleczność, skuteczność i styl Pazdana przeszły już do historii Euro 2016. Jędrzejczyk, ustawiony na pozycji pod prąd jego predyspozycjom nie tylko grał niemal bezbłędnie, wprowadzał ducha walki, ale był też zbrojnym ramieniem sprawiedliwości. To on, w kluczowym momencie, chwilę po brutalnym i celowym faulu na Lewandowskim wymierzył tę sprawiedliwość za co zasłużenie zobaczył żółtą kartkę. Powinien dostać też premię. Błaszczykowskiego i Fabiańskiego łączyło odrzucenie, obaj w pewnym momencie znaleźli się poza mainstreamem selekcjonera.  Pazdana i Jędrzejczyka, wojowników z natury, łączył dodatkowo reżim szkoły Czerczesowa w Legii Warszawa. Osławiony perfekcjonizm Nawałki mógł nie wystarczyć do wyeliminowania Szwajcarii gdyby nie zdegradowany kapitan, upokorzony bramkarz i dwóch wojowników z Łazienkowskiej. Piłkarze, którzy zdecydowali o wyniku reprezentacji w pewnym sensie wymknęli się z sytemu Nawałki.

No i był na tym Euro jeszcze jeden zawodnik przez selekcjonera odrzucony, choć formalnie nadzwyczaj doceniany. On jednak nie zbuntował się i przyjął wyznaczoną rolę. Kapitanowi inaczej nie wypada. Dlatego dwoił się i troił Robert Lewandowski na zapleczu ataku, wiązał trzech przeciwników, padał co chwilę trafiony kolejnym faulem, wypracowywał przestrzeń i sytuacje dla Arkadiusza Milika, które ten marnował z wyjątkowym wdziękiem i konsekwencją godną lepszej sprawy. Fakt, że jeden z najlepszych napastników i egzekutorów świata nie dostał podczas Euro ani jednego meczu, w którym mógłby wystąpić w swojej roli i został złożony na ołtarzu przywiązania Nawałki do swojego wychowanka jest symptomatyczny. Ta wierność i konsekwencja mogą być potężną siłą w budowaniu grupy i równie istotną barierą w osiąganiu celów i dokonaniu kolejnego kroku.  Przywiązanie do swoich faworytów, dające siłę zespołu może okazać się przekleństwem.”

Kadra na Mistrzostwa Świata została dobrana według recepty selekcjonera. Jeśli uda mu się wykrzesać ze swoich faworytów, z których większość tylko od czasu do czasu grywa na najwyższym poziomie, utrzymanie tego poziomu w kilku meczach, będzie pięknie. Ale jeśli się to nie uda, może nie być na ławce i w szatni sił, które odwrócą bieg wydarzeń. A może ich po prostu nie dostrzegam? Bereszyński, Kownacki, Bednarek, Teodorczyk, Kurzawa, Góralski?

Żałuję, że selekcjoner nie zabrał do Rosji bramkarza Legii Arkadiusza Malarza, który był obok Michała Kucharczyka najważniejszym architektem i wodzem emocji, dzięki którym Legia podniosła się w minionym sezonie z kolan. Pewno nie zagrałby ani minuty, ale myślę, że bardzo by się tej skrzętnie poukładanej kadrze przydał.

Ale teraz już mistrzostwa. Wątpliwości do kosza. Tfu, tfu. Niech zagrają pięknie i wygrywają.

***

Aneks po meczu z Senegalem.

Styl wielu komentarzy po meczu gorszy niż gra reprezentacji. Nagle to nie „nasi”, a „oni”. Chciałbym, żeby stać „nas” było na niespodziankę z Kolumbią. Chociaż kiedy patrzę na pomeczowe zdjęcie kapitana – zastanawiam się czy to jeszcze możliwe.

Aneks po meczu z Japonią.

0:3 z Kolumbią. Trudno. Porażka nie ma chętnych do adopcji. Trzeba sobie dać z nią radę, stanąć na nogi. Można przegrać. Ale ostatnie dziesięć minut meczu z Japonią to była katastrofa. Zespołowa zgoda na przyjęcie jałmużny od drżącej o wynik Japonii. Przygnębiający finał.